Fandom

Assassin's Creed Wiki

Wspomnienie:Witaj w Bostonie

2701stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Komentarze0 Udostępnij

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Witaj w Bostonie
  • Misja główna (AC3) (ikonka).png
    Misja główna (AC3) (ikonka).png
    Sekwencja 2
  • Wspomnienie 1
Witaj w Bostonie-wspomnienie by DarknessEyes23.png
  • Grafika symbolizująca to wspomnienie
AC Wiki - DNA III Główne Wł.pngAC Wiki - DNA III Główne Wył.pngAC Wiki - DNA III Główne Wył.pngAC Wiki - DNA III Główne Wył.pngAC Wiki - DNA III Główne Wył.png
Informacje techniczne
  • Opis:
  • Haytham dopiero co przybył do Bostonu. Charles Lee wita go i pokazuje mu miasto. 
  • Pojawia się w:
  • Typ:
  • Główne
  • Poprzednie:
  • Następne:
Informacje historyczne
  • Wykonujący:
  • Miejsce:
  • Data:
  • Lipiec 1754 roku

Witaj w Bostonie – wirtualna prezentacja wspomnień genetycznych Haythama Kenwaya z lipca 1754 roku, odtworzona przez jego potomka - Desmonda Milesa w 2012 roku przy pomocy Animusa 3.0.

Przebieg wspomnienia Edytuj

Haytham przybywa do Bostonu. W porcie czeka na niego Charles Lee, który prowadzi go do sklepu i do tawerny Green Dragon.

Dialog Edytuj

Benjamin, Haytham i Lee.png

Haytham i Charles spotykają Benjamina

Haytham schodzi do portu.

  • Charles Lee: Mistrzu Kenway! Mistrzu Kenway!
  • Haytham: Tak? Czy mogę jakoś pomóc?

Charles uścisnął dłoń Haythama.

  • Charles: Nazywam się Charles Lee, sir. Miło mi pana poznać. Polecono mi oprowadzić pana po mieście. Mam pomóc panu zadomowić się tutaj.

Haytham schylił się, by wziąć swoje bagaże.

  • Charles: Och, nie trzeba, sir. Zadbałem o to, by pańskie bagaże zostały dostarczone do karczmy.

Haytham i Charles kontynuowali rozmowę podczas podróży do sklepu.

  • Haytham: Czy ty pzypadkiem nie jesteś synem Johna i Isabelli?
  • Charles: W rzeczy samej.
  • Haytham: Służysz pod rozkazami Edwarda Braddocka, nieprawdaż?
  • Charles: Tak. Ale on jeszcze nie dotarł do Ameryki i pomyślałem, że mógłbym... Cóż... Przynajmniej póki nie przypłynął... Pomyślałem...
  • Haytham: No. Wykrztuś to.
  • Charles: Proszę mi wybaczyć, sir. Ja... miałem nadzieję, że mógłby mnie pan uczyć. Jeśli mam służyć Zakonowi, to nie ma lepszego mentora niż pan. 
  • Haytham: To miłe słowa z twojej strony, ale chyba mnie przeceniasz.
  • Charles: To niemożliwe, sir. Tędy.
  • Haytham: Boston to miasto pełne życia.
  • Charles: Są tutaj najróżniejsze rzeczy do zobaczenia i zrobienia. Gdy już się pan zadomowi, proponuję pospacerować po ulicach. Kto wie, jakie okazje uda się panu napotkać...
  • Haytham: Zaczekaj chwilę. Muszę załatwić kilka rzeczy zanim zabierzemy się do pracy.
  • Charles: Zajmę się w tym czasie zorganizowaniem koni.

Obaj pobiegli w kierunku sklepu, gdy nagle zauważyli mężczyznę, który został okradziony.

  • Benjamin Franklin: A niech was, złodziejaszki. To przeklęte miasto będzie moją zgubą...
  • Haytham: Wydajesz się zafrasowany, przyjacielu.
  • Benjamin: Bo jestem. I to w wielkiej mierze, w rzeczy samej.
  • Haytham: Co się stało?
  • Benjamin: Zostałem okradziony. Stare tomiszcze i papiery... Po prawdzie odzyskałem swą własność, ale obawiam się, że wszystko jest zrujnowane.
  • Haytham: Ma pan na myśli księgę?
  • Benjamin: To nie jest zwykła księga! To almanach. Pierwszy, jaki kiedykolwiek napisałem.
    Benjamin Franklin. Miło pana poznać.
  • Haytham: Haytham Kenway.
  • Benjamin: Musiał pan niedawno przybyć do Bostonu.
  • Haytham: Po czym pan wnosi?
  • Benjamin: Wciąż jet pan pod przemożnym wpływem cnoty. Zatrzymał się pan i pomógł takiemu staremu niedołędze jak ja...
    Ja... Nie chcę nic panu narzucać, ale... wygląda pan na żwawą osobę. Gdyby udało się panu znaleźć moje brakujące strony, wynagrodzę pana.
  • Haytham: Proszę posłuchać, nie jestem pewien, czy ja...
  • Benjamin: W porządku, w porządku. Jeśli ma pan czas - wspaniale. Jeśli nie - żaden problem. W obecnym stanie almanach i tak jest bezużyteczny. Ale jeśli uda się jakoś go panu skompletować, znajdzie mnie pan w pobliskim sklepie.
  • Haytham: Cóż, to było interesujące...

Haytham wszedł do sklepu i nabył tam pałasz i pistolet skałkowy. Po wyjściu ze sklepu, Haytham zauważył Charlesa czekającego na niego. Dosiadł konia i zaczęli jechać.

  • Charles: Jedziemy do tawerny Green Dragon. Właściciele to... ekscentrycy, ale przynajmniej mają dość spore pokoje i nie wściubiają nosa w nieswoje sprawy.
  • Haytham: Czy powiedziano ci, czemu przybyłem do Bostonu?
  • Charles: Nie. Mistrz Birch powiedział, że powinienem wiedzieć tylko tyle, ile zechce mi pan powiedzieć. Wysłał mi listę nazwisk i kazał zadbać o to, aby mógł pan odszukać tych ludzi.
  • Haytham: I jak ci się powiodło w tej kwestii?
  • Charles: William Johnson czeka na nas w Green Dragon.
  • Haytham: Jak dobrze go znasz?
  • Charles: Niezbyt dobrze. Ale gdy zobaczył znak zakonu, nie zawahał się przyjść.
  • Haytham: Udowodnij swoją lojalność wobec naszej sprawy i może również poznasz nasze plany.
  • Charles: O niczym innym nie marzę, sir.

Konkluzja Edytuj

Haytham i Charles dotarli do tawerny Green Dragon.

Więcej w Fandom

Losowa wiki